poniedziałek, 28 maja 2012

Elementarz Wojciecha Eichelbergera dla kobiety i mężczyzny, cytaty

„Bólu w związkach z ludźmi doznajemy wtedy, gdy poszukujemy w drugiej osobie ratunku i ukojenia i nie udaje nam się ich wyegzekwować. Prawdziwa miłość nie boli. Cierpienie wynika z jej braku. Domaganie się od Bogu ducha winnych ludzi, aby stali się ratunkiem, remedium na nasze niespełnione życie, jest agresją przebraną za słabość i prowadzi nieuchronnie do konfliktu.”
„Człowiek rodzi się po to, aby stawać się wolnym i odkrywać przyrodzone poczucie pełni i niezależności, a nie uzależniać się emocjonalnie od innych i będąc dorosłym, w innych szukać potwierdzenia swojej tożsamości.”
„Poczucie osamotnienia ma to do siebie, że samo się wzmacnia, trzeba bardzo na to uważać. Nie obrażać się na życie. To nie samotność jest pułapką i tragedią, ale nasze przekonanie, że jesteśmy pokrzywdzeni przez los.”
„Każde z nas, nawet jeśli niczego nie dostał, gdy sięgnie głęboko w siebie, odkryje, że ma bardzo dużo do dania. Jest takie miejsce w nas, które nazywa się sercem, i można z niego czerpać do woli. Im więcej się z niego daje, tym więcej jest to dania.”
„Człowiek wewnętrznie niespełniony, który nie posłuchał swoich najgłębszych pragnień, nie jest w stanie otworzyć serca na świat. Jeśli chcemy obdarzać miłością innych, dawać im radość, wiarę i nadzieję, to przedtem musimy dogadać się ze sobą. Żeby móc pomagać innym, trzeba najpierw mądrze zatroszczyć się o siebie.”
Kolejność cytatów NIE jest przypadkowa (...).

niedziela, 27 maja 2012

MM

Witajcie! W piątek byłam na wycieczce w Warszawie, i choć zwiedziłam Centrum Nauki Kopernika, Gmach Telewizji na Woronicza i byłam w kinie 5D, to była to jednak przede wszystkim wycieczka szkolna. I choć, w optymistycznym nastroju będąc, spakowałam ze sobą 2 Zwierciadła i 'Rosyjskiego kochanka' Marii Nurowskiej, szybko pozbyłam się złudzeń na lekturę w autokarze, zwłaszcza, że i artykuły w Zwierciadle i powieść Nurowskiej do łatwych lektur nie należą. Utknęła mi np. taka myśl 'Jeśli mówisz, ze nie chcesz żyć, to znaczy, że nie chcesz żyć tak, jak do tej pory' (Paulo Coelho, którego na ogół przecież uważam za pseudofilozofa i którego nie sądziłam, że zacytuję tutaj kiedykolwiek). To jedno zdanie nadal nie daje mi spokoju (....). W sobotę spałam niemal do południa, a w pieleszach, a przynajmniej z książką pod pachą, spędziłam cały dzień. Miałam nieodpartą ochotę na leniwy weekend i wczoraj nawet poleniuchować mi się udało. Obejrzałam Walentynki/Valentine's Day reż. Gary Marshalla
Nie liczyłam właściwie na rewelacje, i rewelacji nie było. Film to przede wszystkim plejada popularnych aktorów i aktorek, topowa obsada nie czyni jednak jeszcze dobrego kina. Film, ot przeciętny, nie wzruszył, nie rozśmieszył, nie zostanie na długo w pamięci. A skoro już o filmach mowa wspomnę o jeszcze jednym, który obejrzałam już jakiś czas temu, i po którym wiele sobie obiecywałam. Mowa o Moim Tygodniu z Marilyn w reż. Simona Curtisa
I choć film nie jest zły, moich oczekiwań nie spełnił. Sportretowana w nim Marilyn odstaje od moich o niej wyobrażeń. Uważam, że twórcy filmu tylko liznęli tematu, nie udało im się oddać złożoności jej postaci, jej lęków, tęsknot, ambicji, dręczących ją niepokojów, strachu przed odrzuceniem, wiecznej tęsknoty za wielkim nieobecnym w jej życiu - ojcem. Nie ma tu w zasadzie nic o jej dzieciństwie, o tym, co ją ukształtowało, i choć są w filmie sceny w których gwiazda zachowuje się nieprzewidywalnie, widzowie nie wiedzą dlaczego. Uważam więc, że Mój Tydzień z Marilyn to historia płaska, w zasadzie nijaka, a wszyscy, i ci, co MM kochają, i ci, co jej nienawidzą, muszą przecież przyznać, że nijaka z pewnością nie była. Mamy tu jedynie jakiś wycinek jej życia i jej osobowości, jest to jednak kawałek tak mały, że ciężko go dopasować do reszty układanki. I jeszcze słówko o odtwórczyni głównej roli - Michelle Williams. Już sam wybór aktorki wzbudził wiele kontrowersji, wiele osób uważało, że Michelle roli nie podoła. I choć nie zagrała najgorzej, to jednak nie oddała fenomenu MM. Na jej obronę trzeba jednak przyznać, że zadanie miała niezwykle trudne bo drugiej MM nie było i już pewnie nie będzie.
Ps. A ostatnio okazyjnie kupiłam 'Marilyn. Ostatnie seanse', po których również wiele sobie obiecuję i które, mam nadzieję, nie okażą się rozczarowaniem.

niedziela, 20 maja 2012

Blue eyes

Ostatnimi czasy doświadczyłam deja vu. I to podwójnego. Rzecz tym bardziej niesłychana, bo dotyczyła książek. Niesłychana, bo przecież obiema łapkami mogłabym się podpisać pod stwierdzeniem 'I was born with a reading list that I will never finish' a tymczasem nienaumyślnie zdarzyło mi się przeczytać dwie pozycje, które czytałam wcześniej. Sprawa dotyczy 'Ofiary losu' Camilli Lackberg
i 'Sobowtóra' Tess Gerritsen
Nie mam zwyczaju czytać ponownie książek, chociaż wiem, że wiele osób wraca po kilkakroć do ulubionych książek. I choć książki Tess Gerritsen zwykle wpisują się na listę moich faworytów, to jednak potwierdziła się moja teoria, że za kolejnym razem radość jest mniejsza, bo nie ma już elementu zaskoczenia i z góry wszystko wiadomo. Z kolei 'Ofiara losu' była chyba moją pierwszą książki Camilli Lackberg, którą to autorkę również zdążyłam polubić. Ponieważ jednak niedawno czytałam inną jej pozycję - 'Kamieniarza' - teraz, mając porównanie stwierdzam, że 'Ofiara losu' wypadła zdecydowanie na niekorzyść, chociaż w sumie to chyba komplement dla autorki bo oznacza przecież jedynie tyle, że autorka literacko się rozwija. A skoro już mowa o moich ulubionych autorkach, wspomnę jeszcze o książce Joy Fielding 'Julio, gdzie jesteś?'
I tu niestety czekało mnie niemiłe zaskoczenie ponieważ książka okazała się wielkim rozczarowaniem. Myślę nawet, że jest jedną z najsłabszych (najsłabszą?), jaka wyszła spod pióra tej pisarki a już samym zakończeniem autorka popełniła samogwałt. Wielka szkoda, bo niekoniecznie zapowiadała się źle a jednak okazała się fiaskiem. Nie ma jednak ani ludzi ani pisarzy doskonałych, mam więc nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy, bądź co bądź, fantastycznej pisarki.

wtorek, 15 maja 2012

Majówka 2012

Tegoroczną majówkę miałam okazję spędzić we Wrocławiu. Mieście, którego wcześniej nie miałam okazji odwiedzić. Dlatego też podczas pięciu niesamowitych dni eksplorowałam je bardzo intensywnie! Wrocław jest uroczym, ślicznym, zielonym, bardzo zadbanym, pełnym niespodzianek miastem. Zachwyciły mnie jego urokliwe kamieniczki i wszędobylskie krasnale, które można spotkać w najmniej oczekiwanych miejscach. Wzruszył Most z kłódkami zakochanych, ogromne wrażenie zrobiła też na mnie Panorama Racławicka, zauroczył Ogród japoński a fontanny przy Hali Stulecia i pszeniczne piwo żywe w Spiżu dały upragnione orzeźwienie (bo pogoda w majowy weekend była cudna, cudna!). Co tu dużo mówić - tak mniej więcej wyglądałam, jak wyjeżdżałam z Wrocławia - dałabym się skuć dobrowolnie, oby we Wrocławiu!
..... ach, ten Wrocław....

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

I'd rather be reading

Z okazji dzisiejszego Święta kupiłam sobie "Osaczoną" Tess Gerritsen w Biedronce za 15 zł! A jak Wy obchodzicie Światowy Dzień Książek?
Reading is a discount ticket to everywhere
- Mary Schmich
Reading gives us someplace to go when we have to stay where we are
- Mason Cooley
I was born with a reading list I will never finish
- Maud Casey