Film śledzi losy Nic i Jules, pary w średnim wieku, która na przedmieściach Los Angeles wychowuje dwójkę nastoletnich dzieci - Joni i Lasera. Wszystko wydaje się być w porządku do momentu, w którym Joni kończy 18 lat i zostaje namówiona przez brata do odszukania ich biologicznego ojca. Z wahaniem wykonuje telefon do banku spermy, który łączy ją z Paulem, właścicielem restauracji. Paul okazuje się być chętny do poznania swoich dzieci, o których nigdy nie miał pojęcia. Od kiedy pojawia się on w życiu rodziny, zaczynają się problemy narażające stabilność tej pozornie normalnej rodziny.

Mnie ten film nie porwał i tyle. I nazwijcie mnie homofobką, ale fakt, że film jest o nietypowej rodzinie, w której mamy dwie mamy a dzieci od dawców spermy to jeszcze moim zdaniem nie powód, by dać mu złote globy. A przynajmniej nie ten za najlepszą komedię, bo najlepszą komedią nie nazwałabym go na pewno, nie jestem nawet do końca przekonana, że to była komedia, bo chodziło chyba o to, jak ciężko jest być rodziną w ogóle, a co dopiero rodziną, która wymyka się utartym poglądom. Gra aktorska rzeczywiście świetna (brawa dla Moore i Bening), i tu glob się już należy.
Obejrzyjcie jeśli macie ochotę, ale jeśli nie oglądniecie to nie uważajcie też tego za wielką stratę.
Larry Crowne, reż. Tom Hanks
Zdobywcy Oscara Tom Hanks ("Filadelfia", "Forrest Gump") oraz Julia Roberts ("Erin Brockovich") w niezwykłym filmie o tym, jak życie w najmniej oczekiwanych momentach, potrafi przynieść największe niespodzianki. Larry Crowne (Tom Hanks) to zwykły, miły facet, od wielu lat zatrudniony w tej samej firmie i prowadzący normalne, uporządkowane życie. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia – Larry nieoczekiwanie traci pracę. Musi przeorganizować swoje życie i zacząć wszystko od początku. Nie dość, że ma na głowie spłatę kredytu, to nagle okazuje się, że wcale nie tak łatwo mu wypełnić czas wolny. Pierwszym krokiem na nowej drodze jest nauka jazdy na skuterze i powrót na studia zgodnie z zasadą, że nigdy nie jest za późno na zdobywanie wiedzy. Na kursie Larry poznaje także uroczą nauczycielkę (Julia Roberts), którą obdarza czymś więcej niż tylko sympatią. Wkrótce okazuje się, że nigdy nie jest za późno także na miłość. W końcu, jak mawiał Forrest Gump, życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co Ci się przytrafi. Uśmiechnij się do losu, a los uśmiechnie się do Ciebie. Najlepsze dopiero przed Tobą!

Ten film obejrzałam jeszcze w Sylwestra, i choć trochę czasu już minęło, pamiętam, że było mi i w trakcie, i po nim, bardzo sympatycznie., zresztą jak pewnie po wszystkich filmach z Tomem Hanksem w roli głównej. Sam aktor ma już w sobie coś takiego, że chce się do niego zwyczajnie podejść, pogadać, przytulić. I często gra w filmach, które niosą nadzieję, w jakkolwiek trudnej sytuacji znalazłby się główny bohater. I tu Larry (vel Hanks) znajduje się w nie lada opałach gdy nagle, z dnia na dzień traci pracę. Co robi? Poddaje się? Nie! Popada w rozpacz? Nie! Kipi złością i nienawiścią, złorzeczy wszystkim i wszystkiemu? Nie! Larry zapisuje się na studia, zaczyna nowe życie, poznaje nowych ludzi, zmienia się i zakochuje. Jego wytrwałość, determinacja i uśmiech wbrew przeciwnościom losu podnosi na duchu, krzepi.
Polecam, nie tylko na Sylwestra, choć na Nowy Rok nastraja bardzo optymistycznie!
Just go with it/Żona na niby, reż. Dennis Dugan
(Adam Sandler), namawia swoją lojalną asystentkę - samotną matkę, aby udawała jego żonę. Ma to pomóc uwieść kobietę jego marzeń…

Ten film to miłe zaskoczenie, bo prawdę mówiąc, nie spodziewałam się po nim wiele dobrego. Adam Sandler ma to nieszczęście grania głupkowatych postaci w jeszcze głupszych komediach. Komedie romantyczne z Jennifer Aniston to, jak do tej pory, też w większości niewypały. A tu, choć oczywiście fabuła, jak to w komediach romantycznych, jest całkowicie przewidywalna, to przynajmniej żarty nie są niesmaczne, a widz nie czuje się dotknięty jego przewidywalnym poziomem inteligencji (czy raczej jej brakiem). Tu reżyser, choć nie stworzył ambitnego obrazu, nie założył jednak, że widz to pozbawiony wymagań odbiorca, który zadowoli się byle czym. I chwała mu za to!
Kotek niecnotek, czyli Puss in Boots/Kot w butach, reż Chris Miller
Przygody uwielbianego przez wszystkich kota… przyjaciela Shreka… Kot w Butach, który jako mistrz fechtunku organizuje napad, którego celem jest kradzież mitycznej gęsi znoszącej złote jaja. Główną rywalką Kota będzie Kitty Kociłapka. Zanim jednak Kot w Butach poznał zielonego ogra, był już znanym w okolicy zawadiaką. Znakomita rozrywka dla widzów w każdym wieku!

Na film wybrałam się z bratanicą, i myślałam, że tylko ona będzie miała z niego pożytek, a tu proszę, ja też bawiłam się przednio! Było, po pierwsze: całkiem śmiesznie, po drugie: film też był O CZYMŚ, a nawet, jak na dobrą bajkę przystało, zawierał morał, i to wcale niekoniecznie tylko dla dzieci.
Kota polubiłam jeszcze bardziej, polubiłam też Kitty, czyli Kocicę. Polecam!
Ponieważ wszystkie powyższe filmy to (mniej lub bardziej) komedie, niech tak zostanie, nie opiszę reszty. Następnym razem!


Bo "The Kids are All Right" jest zwyczajnie marne. Owszem, bardzo dobrze zagrane, ale nie dość że ma idiotyczny happy and w stylu amerykańskim, to jeszcze jak dla mnie jest totalnie niespójny i ma źle rozpisany scenariusz. Przynajmniej moim zdaniem, a nie miałam dużych wymagań, bo lubię filmy z motywami LGBT...
OdpowiedzUsuńPozostałych nie widziałam, ale już sobie zanotowałam "Just Go With It" na czas, kiedy będę miała ochotę na komedię. :)
Jejku, ledwo chwile mnie u Ciebie nie było a to już tyle nowych wiadomości i wpisów! Zazdroszczę tempa czytania. U mnie trochę wolniej choć przeczytałam ostatnio dwie książki. To nie jakiś wielki wyczyn, ale biorąc pod uwagę mój brak czasu to jakiś rekord jest chyba.
OdpowiedzUsuńa jak u Ciebie? Kiedy do Krakowa się wybierasz?? :D
Pozdrawiam cieplutko
O, to ja muszę zdobyć ciepłego Hanksa. Optymistyczne natchnienie zawsze w cenie! Przyda mi się, a jakże! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń